Druga część artykułu napisanego na podstawie wywiadu z młodą kobietą, położną, o jej studiach, a później doświadczeniach w pracy dotyczący jej przeżyć i kwestii pro-life w codziennym życiu. Jest to spojrzenie z perspektywy osoby, która ratuje najmniejsze ludzkie istoty na OIOMie noworodków.

Ostatnio zszargany autorytet – święty Jan Paweł II, jak i święta Matka Teresa głosili hasła cywilizacji miłości m.in. „Ratujemy każde życie”. Człowiek jest ważny, bo jest człowiekiem. Jego życiu należy się szacunek, także już w okresie prenatalnym. To się najbardziej podoba Marzenie w chrześcijaństwie. W szpitalu, w którym pracuje, na jej oddziale tak dokładnie jest. Nie zważa się na koszta i nawet, gdy szanse na przeżycie są niewielkie robi się wszystko, co możliwe, by życie uratować. Pracownicy oddziału neonatologii nie są informowani, że leki są drogie, żeby nie mieć presji i kolejnego ograniczenia przy podejmowaniu decyzji o ratowania życia. Swoją drogą „noworodki” to najbardziej kosztowny oddział, NFZ przeznacza więcej pieniędzy na jego utrzymanie niż na inne. Lekarze załatwiają wszystko, co potrzebne. Tutaj się nie oszczędza. Głównym celem jest ratowanie życia. To jest nauka Kościoła Katolickiego, którego członkiem jest Marzena. Ratowanie KAŻDEGO życia: od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Niezależnie czy człowiek jest chory, zdrowy, taki, siaki, ale to życie jest ważne. Nasza wiara jest naprawdę pro-life. Księża mówią o tym na kazaniach – dodaje Marzena – ale my jesteśmy zamknięci. I za mało podkreśla się wartość ludzkiego życia w  okresie prenatalnym.

Problem jest w tym, że ludzie wierzący są za życiem, ale o tym nie mówią – stwierdza Marzena. Ale dlaczego? – Bo to jest niemodne. Modne jest powiedzenie ”moje ciało – ja decyduję”, ale to nie jest Twoje ciało, chociaż Ty przyczyniłaś się do tego, że to życie powstało. Z definicji naukowej połączenie komórki jajowej i plemnika daje początek odrębnemu życiu. „Przyjęcie za pewnik faktu, że po zapłodnieniu powstała nowa istota ludzka, nie jest już sprawą upodobań czy opinii. Ludzka natura tej istoty od chwili poczęcia do starości nie jest metafizycznym twierdzeniem, z którym można się spierać, ale zwykłym faktem doświadczalnym.” To słowa prof. dr med. J. Lejeune, kierownika Katedry Genetyki na Uniwersytecie im. R.Descartesa w Paryżu.

Na innym piętrze szpitala – oddział ginekologii. Tu z kolei Marzena nie chciałaby pracować. Z relacji koleżanek wie, co się dzieje. Zdarza się nierzadko, że pod byle pretekstem, na życzenie pacjentki, jej dziecko nie dożywa naturalnego porodu. Popularne powikłania w czasie ciąży nazywa się zagrażającymi życiu matki, byle tylko spełnić przepisy prawa, w myśl którego można pozbyć się dziecka.

Z punktu widzenia dziecka liczy się każdy dzień w brzuchu mamy. Nigdzie nie ma takich warunków i żaden sprzęt nie jest w stanie zapewnić lepszego miejsca rozwoju. „In utero”  to najbezpieczniejsze i najlepsze miejsce na świecie. Zdarza się jednak, że dziecko za wcześnie je opuszcza. Powody są różne. Głównym jednak – według Marzeny – powodem wczesnych porodów jest bezmyślność. Hasło „ciąża to nie choroba” bywa rozumiane zbyt dosłownie. Nie oznacza: „nie jestem chora, więc mogę robić wszystko”. Nie mogę! Bo mam w sobie życie, małego człowieka. To wielka odpowiedzialność. Pęd codzienności, który nastawiony jest bardziej na pracę niż na zakładanie rodziny, zła dieta, brak higieny życia (np. zaniedbanie odpoczynku), terapia hormonalna stosowana przez lata… to wszystko powody, przez które kobiety mogą nie donosić ciąży. Dzieci z in-vitro bardzo często rodzą się przed terminem.

Od momentu uświadomienia sobie swojego stanu, nazywanego jeszcze niekiedy „błogosławionym”, kobieta powinna prowadzić styl życia bardziej oszczędzający organizm.  Ten stan wymaga troski specjalnej. Nie chodzi o to, żeby popadać w drugą skrajność i siedzieć w czterech ścianach. Tylko rozsądnie – dbać, zapewnić najwięcej dobrych warunków nowemu obywatelowi świata.

Marzena „załamuje się”, gdy słyszy, że przyszła młoda mama wybrała się na wycieczkę do Madrytu. Loty samolotem nie są wskazane, głównie przez skoki ciśnienia i mnogość wrażeń. Z miłości do dziecka trzeba czasem odpuścić przygody. Warto jednak rozważyć, czy nie lepsza będzie krótka podróż samolotem niż dwunastogodzinna samochodem, jeśli jest to naprawdę konieczność. Trzeba „słuchać siebie” – organizm kobiety daje sygnały. Ważne i pomocne samobadanie, a także modlitwa w trakcie całego okresu ciąży, jeśli kobieta jest wierząca. My kobiety – zaznacza – reagujemy w zależności od poziomu hormonów, kobiecy nastrój jest zmienny, w czasie ciąży, tak jak przed miesiączką, kobiety przeżywają rozdrażnienie, sam a menstruacja to część oczyszczająca. Dobrze, gdy mężczyzna zdaje sobie z tego sprawę. Okazuje wtedy zrozumienie i można uniknąć niepotrzebnych konfliktów.

Co jest najtrudniejsze w pracy położnej? Ten moment, kiedy dziecko umiera. Śmierć i bezradność. Wiara jest tu pocieszeniem – świadomość, że idzie do lepszego stanu. Patrzenie na cierpienie dziecka, które nie rozumie, że cierpi jest bardzo trudne.

Matki też cierpią. Zdarza się, że przeżywają „baby blues” czyli depresję poporodową.  Aby jej uniknąć lub wyprowadzić ze stanu bezsensu, położne wprowadzają postawę zadaniową: „mają misję do spełnienia, przez rozbudzenie laktacji, ich zadaniem jest zrobienie bardzo ważnych rzeczy, co później zaprocentuje w relacji matki z dzieckiem podczas karmienia.

Widać, że Marzena kocha swoją pracę. Jakie są jej złe strony? To zawód nieopłacalny – w dyskontach spożywczych są lepsze zarobki. Braki personalne w szpitalach powodują, że trzeba podejmować więcej godzin niż obejmuje etat. Nierzadko 240 godzin w miesiącu. Ludzie nie szanują pracy pielęgniarek, zmieniają postawę dopiero jak zobaczą ich pracę, a jest taka, że jej nie widać, takie zaplecze i opieka. Ratować życie za pieniądze? Nie ma to nawet odniesienia do pozostałych zawodów z takim samym celem. Jest to praca przy bardzo dużym obciążeniu psychicznym i odpowiedzialności prawnej. Za granicą zawód pielęgniarki jest poważany, wynagrodzenie jest podobnie wypłacane jak lekarzowi. Tu nie dba się o nas –  stwierdza Marzena.

Jak możemy być pro-life? Najbardziej zmienimy świat swoim zachowaniem: swoim podejściem, stanowiskiem, które dla osób z zewnątrz jest jasne i widoczne. Chodzi o normalność – bez despotyzmu. Jeśli jestem osobą wierzącą – Pan Bóg jest najważniejszy , a uznaję to jako kobieta poprzez bycie matką, czyli wypełnienie swojego powołania i poprzez bycie ojcem jako mężczyzna. Potrzeba normalności w rozmowach pro-life. Ważne, żeby nie narzucać własnego zdania, bo wiara opiera się na wolności.  Najlepiej jest propagować życie wśród znajomych – nie przez narzucanie, ale poprzez wyrażanie własnej opinii. A do własnej opinii – bez oceniania innych – każdy ma prawo. Ważne jest by mówić o tym w pierwszej osobie: ja na dziś tak się deklaruję. „Na uczelni  tylko jedna pani profesor deklarowała wprost, że jest za życiem – wspomina Marzena. – Wartości pro-life nie nabierzesz w trakcie studiów na położnictwie z ich programu. Te wartości nie były tam promowane. Możesz je zaczerpnąć jedynie z życia wokoło, ze środowiska w jakim się obracasz, czyli rodzina, znajomi, Kościół”. Dodatkowo swoje opowiedzenie się za życiem można potwierdzać w postępowaniu: modlitwa, duchowa adopcja, okazanie wsparcia w sposób materialny, obecność przy osobie w trudnej sytuacji. Super, gdy rodzice się zadeklarują, że pomogą. Jeśli chodzi o służbę medyczną – powinna dać wybór. Przedstawić metody antykoncepcji, ale przede wszystkim plusy i minusy stosowania. W przypadku leczenia hormony są dobre. Pytanie  tylko o intencję – dlaczego? czy żeby wyzdrowieć czy by zapobiec ciąży – wyleczyć siebie czy działać w sprzeczności z naturą. Ja i Ty powinniśmy mieć opinię na temat życia. Jesteś za? Ja wybieram życie. Tak dla życia.

 

Autor: Marta Długokęcka